RSS
 

Rozdział 65

12 wrz

Amy starała się na każdym kroku pokazywać jak bardzo podoba jej się pobyt w Asgardzie. Uśmiechała się serdecznie, ale w środku czuła, że czegoś jej brakowało. Zbliżała się rocznica śmierci jej ojca. To byłby pierwszy raz, kiedy nie złoży kwiatów na jego grobie.
Pogoda tamtego dnia zdawała się odzwierciedlać nastrój dziewczyny. Padało cały czas i ani na chwilę nie wyszło słońce. Amy nie chciała, aby jej podły nastrój zaciekawił kogoś z pałacu, dlatego zaszyła się w starej kuchni, gdzie nikt nie mógł jej znaleźć. Przysiadła przy piecu i z kieszeni wyjęła zdjęcie ojca. To była jej jedyna pamiątka, którą zabrała z Ziemi. Wpatrywała się w zdjęcie, a z jej oczu płynęły łzy strumieniami. Zakryła głowę w kolanach, czując jak coś ociera się o jej nogi. Okazało się, że był to czarny kot, który właśnie drapał się za uchem. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i przyciągnęła zwierzaka do siebie. Pogłaskała go za uszami, a kot miło mruczał.
- Wiesz co kotku ? Jesteś chyba najmilszym stworzeniem tutaj. Szkoda tylko, że nie możesz zabrać mnie na Ziemię.
Zwierzę wskoczyło na kolana, zwijając się w kłębek. Dziewczyna delikatnie go głaskała, nadal opowiadając :
- Wiesz mój tata nie żyje od wielu lat i choć był kryminalistą, zawsze będzie moim ukochanym tatusiem. Bardzo za nim tęsknię, nauczył mnie sztuk walki i strzelania, zajął się mną, kiedy moja mama mnie zostawiła. Paradoks prawda ? Ci ludzie, którzy mi pomagają i są jakaś częścią mojego życia, okazują się ludźmi spod ciemnej gwiazdy. Zupełnie jak Loki. To mój przyjaciel i spec od ratowania mojego życia. Często się wyzywamy i ogólnie pałam do niego nienawiścią, ale nie jest taki zły jak się wydaję. Uwierz mi kotku, gdyby chciał mógłby robić gorsze rzeczy. Nie wiem co go powstrzymuje. W każdym razie czasem się cieszę, że go mam.
- Też się cieszę moja droga.
Amy rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu głosu.
- Nie bój się, to tylko ja- odezwał się kot, siadając na kolanach Amy. Dziewczyna wpatrywała się w niego, czując jak szok i nienawiść toczą walkę o pierwszeństwo.
– Czemu musisz być ciekawy wszystkiego ?
- Taki zawód.
- Następnym razem, proszę uprzeć mnie, albo po prostu zapytaj. Nie lubię się zwierzać.
- Kotu wyśpiewałaś wszystko.
- Gdybym wiedziała, że to ty, nie odezwałabym się słowem.
- Rozumiem, że nie jestem twoim ulubieńcem, ale mam propozycję dla Ciebie.
- Co tym razem ?
- Zabieram cię na grób ojca. Dziś w nocy.
- Dlaczego niby ?
- Bo mam taki kaprys cukiereczku.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział 64

03 wrz

Amy przez najbliższe dni po wyjściu ze szpitalnego łóżka była przez wszystkich rozpieszczana i została ulubienicą Friggi, z którą spędzała bardzo wiele czasu. Odyn od momentu podjęcia decyzji o następcy nie spotykał się z nikim, zapewne obmyślając zasady tego planu. Thor i Jane starali się żyć jak dotychczas i tylko Loki chodził po korytarzach, wyraźnie nad czymś głęboko dumając. Dla wszystkich mieszkańców pałacu był to zły znak.

- Nad czym tak myślisz nasz książę ?- zapytała sarkastycznie Sif, mijając go.

- Nad tym jak zapanować nad światem- odrzekł, szeroko się uśmiechając i obserwując reakcje wojowniczki. Najpierw prychnęła z pogardą, ale zaraz potem patrzyła na niego zaciekawiona. W jego przypadku nigdy nie było wiadomo czy kłamie.

- I co ? Masz już jakiś plan ?- spytała, próbując przyjąć obojętną minę. Loki nie odpowiedział, tylko spojrzał wymownie w stronę idących Amy i królowej.  Podszedł do nich, kłaniając się z uśmiechem. Frigga dygnęła z gracją i podała dłoń, którą syn ucałował. Dziewczyna nie chcąc dać mu satysfakcji również zgrabnie dygnęła i wystawiła rękę. Nic się nie stało, obszedł je tłumacząc się pośpiechem. Wszystkie trzy otworzyły szeroko oczy, rozmyślając co tym razem wymyślił Kłamca.

                                                   ***

- Tak cukiereczku dokładnie- powiedział do siebie Loki, siedząc w komnacie – Myśl tak głośno, żebym mógł wszystko słyszeć. Masz rację byłem dziś chamski, ale to wszystko etap planu. Nadal mi nie ufasz, więc nie mogę się narzucać, ale mogę cię olewać. Zaczniesz się nad tym zastanawiać i bum… nawet się nie zorientujesz, że wpadłaś w moje sidła. Nim się obejrzysz będziesz mnie błagać, żebym za ciebie wyszedł. I ja naturalnie to zrobię. Wtedy już będę miał wszystko. Tron, władzę, a dzięki tobie kwiatuszku również uznanie ojca i brata, ponieważ bardzo dobrze owinęłaś ich sobie wokół palca. Robisz się coraz sprytniejsza. Kto wie ? Może kiedyś będziesz przynajmniej w połowie tak dobra jak ja. Matka cię uwielbia to dobrze wróży. Dzięki tobie mój wizerunek się nieco ociepli. Będziesz odwracała uwagę od moich niekoniecznie dobrych działań. Będziesz prawdziwą królową, ale tylko wtedy, gdy będziesz mi posłuszna.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział 63

30 sie

Amy ku uciesze medyków opuściła w końcu łóżko szpitalne. Przydzieloną jej własną komnatę, która była tak duża jak jej całe mieszkanie na Ziemi. Ściany były w jej ulubionym, błękitnym kolorze, a dwie ogromne, złote szafy pełne były przeróżnych sukienek.
– Podoba ci się ? spytała Frigga, ostrożnie wchodząc do komnaty.

- Tak. Jest bardzo piękna – odpowiedziała dziewczyna, będąc nieco skrępowana obecnością kobiety, którą uratowała.

- Jeszcze nie zdążyłam ci podziękować. Trzeba mieć w sobie wiele męstwa, aby poświęcić się dla obcej osoby. Wiedz, że jestem twoją dłużniczką, a twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – rzekła królowa, czyniąc lekki ukłon w stronę Amy. Dziewczyna zarumieniła się, nie wiedząc jak się zachować. Na szczęście uratował ją Loki, stojący w złotych drzwiach :

- Tylko nie życz sobie byle czego – poradził, obserwując ze złośliwym uśmiechem całą te scenę.

- Mogę sobie zażyczyć, żebyś zniknął ?

- Raczej nie cukiereczku, ale możesz na przykład wrócić do domu po swoje rzeczy.

Trzeba przyznać, że Kłamca doskonale potrafi odgadnąć jej myśli. Zresztą nic dziwnego, skoro czyta z niej jak z otwartej księgi. Tak, miał rację i tym razem. Amy bardzo chciała zabrać swoje ubrania, swoje pamiątki i wszelki dobytek jaki zgromadziła. Złość na Lokiego jeszcze jej nie przeszła, więc nie przyznała się otwarcie :

- Ta, może być. To kiedy ruszamy ?

Zadowolony bóg z szarmanckim uśmiechem, chwycił dziewczynę pod rękę i skierował wprost w stronę Heimdalla. Tam rozkazał, aby otworzyć Midgard dla bohaterki całego Asgardu. Strażnik podobnie jak Frigga, zrobił ukłon w jej stronę i po chwili Amy stała już na Ziemi, podtrzymywana przed Kłamcę. Szybko wyszarpnęła się z jego uścisku i poszła przodem, zostawiając go daleko w tyle. Doszła pod drzwi mieszkania i niestety zorientowała się, że nie ma klucza. Stała tak więc, czekając aż zjawi się Loki, który z pewnością je otworzy.

- Może ci pomóc królewno ?

Nie odpowiedziała, tylko odsunęła się kawałek, obserwując jak szybkim ruchem otwiera drzwi. Wślizgnęła się, biegając po wszystkich pokojach i pakując chaotycznie do walizek wszystko co jej się nawinęło. Spod łóżka w sypialni wyciągnęła następne dwie czarne walizki. W jednej były zdjęcie i pamiątki po rodzicach, a w drugiej jej strój do zadań specjalnych oraz cały arsenał broni, przykryty stertą ciuchów. Sięgnęła jeszcze po parę książek w regału i wyszła, wręczając Lokiem ze słodkim uśmiechem walizki. Bez słowa sprzeciwu, posłusznie wyniósł bagaże przed blok i chwycił Amy mocno w tali, jednocześnie wołając Heimdalla. Po wylądowaniu od razu ją puścił, nie chcąc jej denerwować w czasie, gdy była mu tak potrzebna. Była jego przepustką do tronu, więc musiał być na każde jej zawołanie, a nawet parę sekund wcześniej. Musiał jej pokazać, jak bardzo ją ,,kocha’’ co było dla niego niezwykle trudne, bo przecież on nie znał takiego słowa. Czekała go zatem bardzo długa droga do tronu…. i serca Amy.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział 62

27 sie

Mimo iż Amy była już całkiem zdrowa, nadal nie wychodziła z łóżka, wprawiając w zdumienie medyków. Ze względu na jej pozycję w kraju pozwolono jej na to. Jedyną osobą, którą wpuszczała do swej sali była Jane. Zdecydowanie nie życzyła sobie obecności Lokiego, który dzień w dzień przychodził, mając nadzieje, że któregoś razu w końcu zechce go zobaczyć.

- Czeka pod drzwiami – powiedziała Jane, jakby od niechcenia
- To niech sobie czeka – burknęła Amy, wyraźnie zdenerwowana
- Mogłabyś w końcu mu odpuścić. Bądź co bądź jesteśmy na niego skazane.
- Ty jesteś skazana. To brat twojego ukochanego. Ja nie mam z nim nic wspólnego.
- Tylko tyle, że parę razy uratował ci życie.
- To by było nawet słodkie, gdyby sam nie doprowadzał do sytuacji w której musi mnie ratować, żeby ocalić własną skórę.
- Fakt Loki bywa dość….szalony, ale przecież nigdy nie zrobił ci krzywdy.
- Masz na myśli, że jeszcze mnie nie zabił ?
- Nie, mówię, że przecież gdyby chciał cię zabić już by to zrobił.
- Wielkie pocieszenie – dodała sarkastycznie Amy, tym samym kończąc ten temat. Jane nie naciskała, aby kontynuowały rozmowę, ale wiedziała, że jutro będzie musiała znowu ją zacząć. I tak każdego dnia, do czasu aż w końcu dziewczyna się przekona.
- Chcę wrócić do domu – stwierdziła po chwili milczenia, mając łzy w oczach. Foster przysiadła na łóżku, obejmując przyjaciółkę.
- Amy tutaj jest twój dom. Na Ziemi będziesz samotna, a tu masz mnóstwo ludzi, którzy cię lubią i kochają. Tam nikt na ciebie nie czeka, nie masz po co wracać.
- Tutaj jest mi bardziej obco. Wszyscy patrzą na mnie jak na odmieńca. Czuję się okropnie, bo mają mnie tutaj za zabawkę Lokiego. Nie mam swojego życia, żyję tylko w jego cieniu.
Jane nie mogła tego słuchać, bo bolało ją serce. Nie zdawała sobie sprawy, że Amy jest tak ciężko. Nigdy nie dawała tego po sobie poznać, była niezwykle silna, skoro utrzymywała ten sekret w tajemnicy tak długi czas. Faktem było, że wszystko co dotyczyło dziewczyny było nieodłączną częścią Lokiego. Można by sobie pomyśleć, że była jego wspólniczką. Tym czasem nie chciała mieć z nim nic wspólnego, nienawidziła go.
- Może wszystko się zmieni. Teraz jesteś bohaterką, a bohaterowie mają swoje życie i to inni żyją w ich cieniu. Musisz w końcu stąd wyjść i pokazać, że nie jesteś jego marionetką.
Słowa Jane wpłynęły kojąco na Amy. Uspokoiła się nieco i otarła łzy, rękawem swojej bluzki. Uśmiechnęła się wesoło do Foster, czując jak wracają jej siły i chęci do życia. Podeszła do okna, rozsuwając zasłony, które od wielu dni blokowały dostęp słońca.
- Dziękuje Jane – wyszeptała Weber, oglądając widok za oknem.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Uwaga Uwaga

20 sie

Wiem , że chcielibyście dłuższe rozdziały, ale cóz…. ja też bym chciała wierzcie mi. Nie będzie mnie jakieś 5 dni, dlatego proszę uzbrojcie się w dużo cierpliwości, bo jak widzicie Loki knuje nową intrygę. Jak myślicie czy Jane stać na to, by zdradzić przyjaciólkę ? Czy Amy jest na tyle silna, by oprzeć się urokowi samego boga kłamstw ? 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rzodział 61

20 sie

Tej nocy na niebie nie było żadnych gwiazd. Ciemna postać w kapturze, szła korytarzem w nadziei, że nikt jej nie zauważy:

- Niebezpiecznie jest chodzić o tej porze. Jeszcze ktoś pomyśli, że coś knujesz moja droga- wyszeptał Loki, nagle pojawiając się przed zdumioną dziewczyną.

- A ty ? Możesz sobie tak spacerować ?- spytała z przekąsem Jane, zdejmując kaptur.

- W moim przypadku i tak wszyscy myślą, że coś kombinuje, więc moja reputacja nie ucierpi. Gorzej z tobą. Ukochana Thora planuje intrygę.

- Cicho siedź ! Jeszcze ktoś usłyszy.

- Uuu widzę, że trafiłem w czuły punkt – zakpił Loki, złośliwie się uśmiechając.

- Pomożesz mi czy nie ?- zapytała zniecierpliwiona Foster, rozglądając się nerwowo po korytarzu.

- Zależy o co chodzi.

- Chcę, żebyś został królem, bo wtedy Thor będzie mógł w spokoju wrócić na Ziemię.

- Moja droga bardzo bym ci chciał pomóc, ale mam związane ręce. Moi kochani rodzice zdecydowali w pełnej tajemnicy, że mogę zostać królem tylko w jednym przypadku.

- W jakim ?

- Jeśli twoja przyjaciółka zostanie królową.

Jane przez dłuższą chwilę wpatrywała się z niedowierzaniem w boga. Amy miała zostać królową Asgardu ? Wiadomo było, że Odyn nigdy by się na to nie zgodził. Jeśli nie był w stanie zaakceptować jej, ukochanej samego boga piorunów, swego pierworodnego syna, to na pewno nie dałby rządzić jakiejś śmiertelniczce, która została przez przypadek zabawką Lokiego.

- Jak to możliwe ?

- Frigga i Odyn sądzą, że ona może mieć na mnie…. Jak to się mówi ,,pozytywny wpływ’’. Myślą, że z miłości do niej będę dobry i zrezygnuje z knucia intryg.

- Ale ty jej nie…. ?

- To chyba oczywiste, że jej nie kocham. Ona jest tylko marionetką, choć w tej chwili nasze całe życie zależy od jej decyzji. Umówmy się tak: ty ją przekonasz, żeby za mnie wyszła, a ja obiecuję, że będę dobrym królem i Thor nie będzie musiał się martwić. To jak ?- zapytał, wyciągając rękę do Jane. Z lekkim wahaniem przystanęła na jego propozycję. Zdawała sobie sprawę, że Lokiemu nie można ufać, ale tak bardzo pragnęła wspólnego życia z Thorem , że nie zważała na ewentualne konsekwencje.

- Ale nie zrobisz jej krzywdy prawda ?

- Nie bój się. Jest zbyt cenna, żeby ją zabijać. Może jednak doznać lekkiego rozczarowania, kiedy się zorientuje, że jej książę z bajki, wcale jej nie kocha.

Jane nie mogła wyzbyć się wrażenia, że Loki już dawno to zaplanował. Był tak przekonany o genialności swojego pomysłu, tak pewny siebie. Tymczasem ona była przekonana, że Amy nie da się nabrać na jego sztuczki. Nie chciała krzywdzić przyjaciółki, ale musiała wybrać : Thor albo Amy. 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział 61

17 sie

- Nie – zaprotestowała Amy, odchylając głowę, by być jak najdalej od Lokiego.

- Dlaczego ? – spytał szczerze zdziwiony.

- Nie chcę robić czegoś, czego potem będę żałować.

- Myślałem, że tego chcesz.

- To byłeś w błędzie, a teraz idź stąd- rozkazała dziewczyna, ponownie chowając się pod kołdrą. Kłamca posłusznie wyszedł, prześwietlając myśli Amy. Uśmiechnął się złośliwie, czując się bardzo pewnym siebie. Miał nowy plan, który znacznie ułatwiła rozmowa Friggi i Odyna. Loki wiedział, że Weber jest zbyt cenna i, że nie może teraz dać jej odejść.

- Proszę bardzo możesz się opierać, ale i tak niedługo sama wskoczysz mi w ramiona – pomyślał, zadowolony z siebie bóg.

 

Po ogrodzie spacerowali Thor i Jane. Po ostatnich wydarzeniach mieli wiele wątpliwości, czy powinni opuszczać Asgard. Bóg zdążył już przygotować ojca na to, że nie obejmie tronu i nie zostanie w królestwie. Był rozdarty, z jednej strony chciał jak najprędzej zacząć życie z ukochaną, ale z drugiej nie chciał zawieść rodziców, którzy pokładali w nim ogromne nadzieję. Oddzielną kwestią był jeszcze Loki. Zdecydowanie nie nadawał się na króla, nawet po swojej rzekomej zmianie. Thor wiedział, że bratu będzie wiecznie mało, miał zbyt duże ambicje. Nie sądził również, że Amy zdoła go powstrzymać. Wprawdzie nie można zaprzeczyć, że łączy ich jakieś uczucie, ale bóg nie miał pojęcia na jakich zasadach. Zdążył już polubić dziewczynę, zaczęła być dla niego jak siostra i dlatego obawiał się, że Kłamca może ją zranić. Niewielu ludzi zdawało sobie sprawę do czego jest zdolny. Za nic ma czyjeś uczucia, a życie nie jest dla niego żadną wartością. Nigdy nie uwierzy w jego przemianę, to tylko kolejna iluzja, aby zamydlić oczy.

- Thor musimy w końcu zdecydować – wyrwał go z zamyślenia głos Jane.

- Wiem, ale to jest najtrudniejsza decyzja w moim życiu.

- Kochasz mnie ?- zapytała, składając na jego ustach pocałunek.

- Wiesz dobrze, że najbardziej na świecie.

- To wyjedź ze mną. Proszę.

- Zrobiłbym to natychmiast, ale sytuacja nie jest łatwa…

- Przestań się ciągle zasłaniać bratem, on nie ma pięciu lat. Zresztą są rodzice, jest Amy..

- Czy ona sprosta bogu oszustw ?

- Jest znacznie silniejsza niż ci się wydaje.

- Wiesz, że ból fizyczny to nie wszystko.

- Loki nie jest tak podły.

- Mało go znasz – skwitował Thor, ciągnąc ukochaną w stronę pałacu

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział 60

16 sie

Amy w dalszym ciągu musiała przebywać w szpitalu, choć jej stan był już w miarę stabilny. Nie życzyła sobie żadnych odwiedzin, z nikim nie rozmawiała i całe dnie wpatrywała się w sufit, co doprowadziło medyków do strachu, że jej się pogarsza. Radzili się Friggi, nawet Odyna, ale oboje zgodnie stwierdzili, że trzeba dać jej czas. Królowa była bardzo dumna z męża, że ten w końcu spojrzał na dziewczynę przychylnym wzrokiem. Fakt, że chciała poświęcić swoje życie za życie jego ukochanej żony, skłoniło go do traktowania Amy jako pełnoprawnego mieszkańca Asgardu. Uznał, że Weber zasługuje na taki zaszczyt. Dowiodła swej odwagi, a to było cechą najlepszego wojownika.

- Myślisz moja droga, że ona może być w przyszłości królową Asgardu ?

- Śmiertelniczka na tronie Asgardu? Zawsze twierdziłeś, że to obraza.

- Nadal tak sądzę, ale prawda jest taka, że jestem coraz starszy. Zostało mi niewiele czasu, a muszę zostawić królestwo w dobrych rękach. Wątpię, aby Thor tutaj został, więc wszystko wskazuje na to, że to Loki będzie rządził.

- I co ma do tego ta dziewczyna ?

- Myślę, że mogłaby pohamować zapędy Lokiego. Nie uszło mojej uwadze, że tych dwoje łączy jakaś szczególna więź. Gdyby się udało jakoś ich połączyć, byłoby to najlepsze wyjście dla całego Asgardu.

- Postanowione. Amy zostanie królową !

 

Weber kręciła się w łóżku, próbując uwolnić się od natłoku myśli. Jedna z jej osobowości krzyczała, żeby wybaczyła Lokiemu, natomiast druga stanowczo tego odradzała. Choć Amy zdecydowanie opowiadała się za drugą stroną, nie mogła pozbyć się wątpliwości. Ona dla swojej matki zrobiłaby to samo, gdyby tylko ją znała. Matka dziewczyny zniknęła zaraz po urodzinach. Wychował ją ojciec, który był kryminalistą.  Amy nie mogła tęsknić za mamą, nie pamiętała jej. Dopiero, gdy zaczęła przyglądać się głębokiej relacji między Lokim, a Friggą, poczuła straszną pustkę. Była taka samotna, nie miała nikogo, kogo mogłaby nazwać rodziną.

- Mogę wejść ?- usłyszała. Szybko nakryła się kołdrą, udając, że śpi.

- Chcesz nabrać samego pana oszustów ? Dość kiepski pomysł- powiedział, siadając na skraju łóżka, a nie widząc żadnej reakcji głośno pomyślał :

- ILE BĘDZIESZ ZŁA JESZCZE ?

- TYLE, ILE BĘDZIE TRZEBA !

- MOŻEMY SIĘ JAKOŚ DOGADAC ?

- NIE BĘDĘ Z TOBĄ GADAĆ. IDŹ

- NIE PÓJDĘ PÓKI NIE POGADAMY

- DOBRZE. WIĘC BĘDZIESZ TU SIEDZIAŁ.

Loki nie okazał zdenerwowania, wręcz przeciwnie zdjął z dziewczyny narzutę i nisko się pochylił. Nie otworzyła oczu, nie chciała na niego patrzeć. Jednak chwilę potem, gdy poczuła jego oddech na swoim policzku, spojrzała na niego z ciekawością. Ich usta dzieliły milimetry..

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział 59

14 sie

Loki pochylił się z czułością nad matką, ledwie rzucając okiem na Amy, która już przestała się ruszać. Leżała zamarznięta z zamkniętymi oczami. Kłamca chwycił Friggę za rękę i pstryknął palcami. Życie matki było dla niego teraz najważniejsze.

- Thor, chodź tu szybko. Trzeba ją ratować- krzyknęła Jane, klękając przy dziewczynie.  Próbowała ją rozgrzać, ale Weber była już tylko bryłą lodu bez żadnych oznak życia. Bóg piorunów delikatnie wziął Amy na ręce i pobiegł w stronę medyków, którzy opatrywali rany żołnierzom. Kazali ją położyć na podłodze. Trzech z nich przyglądało się jej, myśląc jak ją uratować. W końcu zdecydowali , że trzeba rozpuścić lód i mieć nadzieję, że serce dziewczyny wciąż bije. ..

 

- Co z nią ?- zapytała królowa, gdy ocknęła się w komnacie. Loki unikał jej wzroku, podchodząc do okna :

- Próbują ją odratować

- Ty powinieneś ją ratować. Poświęciła się by ocalić mnie i Jane. To wymagało wielkiej odwagi.

- Wiem !- krzyknął zdenerwowany, rzucając stolikiem o ścianę- Wiem, że powinienem, ale nie mogłem. Była taka….zimna. Przestraszyłem się, że to moja wina, nie chciałem na nią patrzeć.

- Myślę, że ona zrozumie, dlaczego ją zostawiłeś. Macie więcej wspólnego niż ci się wydaję synu.

- To tylko śmiertelniczka, co ona może wiedzieć ?

- Loki jeśli nie wyzbędziesz się swojej wyższości, nigdy nie będziesz w stanie tego pojąć. Przestań dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Każdy z nas ma w sobie coś dobrego i coś złego. Wszyscy jesteśmy tacy sami- powiedziała delikatnie Frigga, przytulając się do syna. Poczuł ulgę, gdy znów mógł wyczuć perfumy matki, które tak dobrze znał z dzieciństwa. Cieszył się, że nic jej się nie stało, choć martwiło go, że będzie musiał podziękować Amy. Wstawiła się za królową, która była dla niej obcą kobietą. Sama ledwo żyła, a miała w sobie tyle odwagi, by to zrobić. Nigdy by tego nie powiedział, ale Weber wzbudziła jego szacunek. Zasłużyła, aby sam bóg oszustw czuwał przy jej łóżku…

 

Pamiętała tylko, że było jej zimno, strasznie zimno. Całe ciało przeszywał ból i nie mogła się ruszyć. Z wielkim trudem otworzyła oczy, rozglądając się wokół. Przy jej prowizorycznym łóżku, siedział znudzony Loki :

- W końcu. Już myślałem, że się nie obudzisz.

- Pewnie byś się cieszył co ?

- Tego nie powiedziałem.

- Daj mi spokój. Nie chcę cię znać.

- Amy…bo ja..

- Wyjdź stąd ! – krzyknęła, z oczami pełnymi łez. Zakryła się kołdrą i udawała, że śpi, by móc samotnie rozpaczać nad życiem, które musiał popsuć sam wielki pan i władca oszustw i kłamstw. Nie mógł sobie wybrać lepszej specjalności..

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział 58

13 sie

Amy ciężko oddychała, koncentrując się całkowicie na mieczu. Próbowała przypomnieć sobie jak robiła to Sif, ale czasu było coraz mniej. Gdzieś głęboko liczyła, że Loki znów ją uratuje, ale nie miała pewności. Oszukiwał na każdym kroku, nie mogła na nim polegać. Laufey obserwował ją z nieukrywaną ciekawością, złośliwie się uśmiechając. Chciał zemsty, chciał ośmieszyć syna za wszelką cenę. Dziewczyna była tylko przedmiotem, nieważną rzeczą, którą po wykorzystaniu, po prostu wyrzuci. Nie mogąc dłużej czekać, wzięła zamach i wbiła ostrze, głęboko w nogę olbrzyma. Krzyknął z bólu, ponieważ rana mocno krwawiła, ale po chwili  rzucił się na Amy. Poczuła obezwładniające zimno, które ogarnęło jej całe ciało. Czuła, że zamarza, coraz trudniej było jej złapać oddech. Osunęła się na ziemię, szukając jakiegoś koca, aby się rozgrzać. Nie była jednak w stanie się ruszyć. 

Wielka pani Asgardu- syknął z pogardą- A zginie jak zwyczajna pchła.

To nie jest pani Asgardu. Ja nią jestem- usłyszała Laufey, odwracając się w stronę Friggi. 

Tak czy tak zgniotę was obie.

Spróbuj ! – powiedziała groźnie, wystawiając ostrze ku niemu. Zaczął się przybliżać, ale królowa stała dumnie w jednym miejscu, nie okazując strachu. Zdążyła go tylko boleśnie skaleczyć, bo uderzył ją tak, że padła na drugi koniec komnaty bez życia. Ostatnimi resztkami sił Weber, przeczołgała się do królowej i zasłoniła własnym ciałem. Olbrzym zaśmiał się głośno i już podnosił broń, aby zadać śmiertelny cios, ale słysząc odgłos kopyt, powstrzymał się. Potężny czarny koń wjechał do komnaty, a jego jeździec wystrzelił ku niebieskiemu wiązkę promieni. Laufey, trzymając się za zranioną nogę, wycofał się, uciekając przez okno. 

-  Nigdy, ale to nigdy nie podnos ręki na moja matkę. Chyba, że chcesz zginąć

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii